Gdybym wierzył w teorie spiskowe… czyli fantastyka polityczna

Drukuj

Była sobie silna partia rządząca Polską od 2007 roku. Nie była idealna, jej liderzy zbyt mocno wierzyli w siłę trwania i inercji zamiast reformowania, woleli ciepłą w kranie zamiast śmiałej wizji rozwoju kraju. Na pewno można było rządzić krajem lepiej niż czyniła to owa partia, która nie potrafiła wykorzystywać wszystkich zasobów i akceptowała liczne patologie w mechanizmach funkcjonowania państwa. Jednak pewnym obiektywnym procesom nie można zaprzeczyć. PKB Polski w tym czasie, jako wyjątku w grzęznącej w kryzysie Europie, stale rosło, a obywatele kraju nad Wisła jednak konsekwentnie się bogacili; pozycja międzynarodowa Warszawy, jej znaczenie w Unii Europejskiej stale rosło – z petenta z roku 2004 staliśmy się graczem średniego kalibru, którego zaczęto słuchać w sprawach wschodu i Rosji. Polska po raz chyba pierwszy od wieków przestała być jedynie przedmiotem geopolityki lub czyimś wyrzutem na sumieniu, a zaczęła aspirować do roli skromnego, ale jednak gracza na polu międzynarodowym.  To czego również nie można odmówić owej partii to grupa silnych, sprawnych intelektualnie liderów. Liderów których wielu, w tym niżej podpisany, ostro krytykowało za minimalizm, za zbytnią ostrożność. Nie zmienia to jednak faktu, że była to grupa polityków o silnych osobowościach, zdolnych do zarządzania sytuacjami kryzysowymi, o dość jasnej i konsekwentnej wizji miejsca Polski w świecie. Co by nie mówić format osobowościowy i intelektualny takich polityków jak Donald Tusk, Radosław Sikorski, Bronisław Komorowski, Cezary Grabarczyk czy Bartłomiej Sienkiewicz  trudno porównywać z Ewą Kopacz, Teresą Piotrowską, Mateuszem Szczurkiem czy Marią Wasiak. Ostatnim silnym graczem w rządzie pozostał Grzegorz Schetyna.

Zauważcie państwo, że Platforma Obywatelska nie zdążyła jeszcze przegrać kluczowych dla rządzenia państwem wyborów – a jej skład kadrowy jest tak jakby mniej imponujący i co niezwykle istotne pozbawiony przywództwa. Wszystko to zdarzyło się w ciągu jednego roku. Roku szczególnego w naszej historii, bo poprzedzonego geopolitycznym tąpnięciem w naszym regionie, które fundamentalnie zmienia sytuację w regionie i perspektywy bezpieczeństwa Polski. Mamy do czynienia z pełzającą (a okresami zupełnie konwencjonalną) wojną u naszego wschodniego sąsiada, w którą zaangażowana jest (żeby nie powiedzieć wprost że jest jej stroną) geopolityczna potęga zarządzana od 1999 roku przez służby specjalne. Na przełomie 2013/2014 roku polska dyplomacja wykazała się niezwykłą w naszej historii skutecznością, efektywnie wspierając Ukrainę i nie pozwalając Europie o Kijowie zapomnieć i ostatecznie przyczyniając się do zbudowania jedności Zachodu i nałożenia na Rosję sankcji ekonomicznych. Historia pokazuje, że to coś niezwykłego – ponieważ demokracje zachodnie w obliczu możliwej konfrontacji z Rosją zawsze były gotowe usiąść z nią do stołu, kosztem małych państw Europy Środkowej i Wschodniej, aby zapewnić sobie spokój. Wystarczy wspomnieć porozumienie jałtańskie. Tym razem stało się inaczej. Oczywiście to Majdan i zryw Ukraińców był zjawiskiem, wobec którego trudno było przejść obojętne, a Rosja roku 2014 była jednak zasadniczo słabszym państwem porównując do potencjału Zachodu niż za czasów Stalina. Ale Polska i kilku naszych liderów w tym procesie budzenia Zachodu odegrało bardzo również ważną rolę.

Minął rok od tamtych wydarzeń i mimo że Platforma Obywatelska nie straciła rządu i nie przegrała jeszcze wyborów parlamentarnych wszyscy architekci tamtego sukcesu Polski, silne osobowości PO zostały pozbawione swoich funkcji i wpływu na politykę rządu – a Warszawa została w zasadzie odsunięta od wpływu na bieg wydarzeń na Ukrainie. Część tego procesu odbywała się w absolutnie kuriozalnych okolicznościach – bo trzeba sobie uświadomić że najważniejszych polityków w państwie obalił szemrany biznesmen prowadzący interesy z Rosją, wynajęci przez niego kelnerzy, jacyś aplikanci kancelarii adwokackiej na spółkę z niejakim pseudobiznesmenem Stonogą… Faktem też jest, że Prokuratura w całej tej sprawie odgrywa rolę jakiegoś pożytecznego idioty co najmniej, dopuszczając by cały świat poznał wszystkie dane osobowe na temat kluczowych osób dla bezpieczeństwa kraju, od lat związanych ze służbami specjalnymi. Innego kluczowego polityka dosłownie i w przenośni ustrzelono na podstawie kuriozalnego błędu przy wydawaniu pozwolenia na broń. W tym samym czasie Donald Tusk w glorii chwały zostaje wybrany na szefa Rady Unii Europejskiej. Ale jak by na to nie patrzeć zamiast asertywnego gracza na arenie międzynarodowej i uznanego premiera, budującego znaczenie Polski w polityce wschodniej, mamy niewiele znaczącego negocjatora miedzy mocarstwami… Platformą Obywatelską dziś zarządza drugi szereg, szarych polityków – którzy o międzynarodowej grze czy uwodzeniu wyborców wiedzą właśnie dokładnie tyle co ich liderka czyli Ewa Kopacz… Tymczasem na październikowym horyzoncie mamy rządy szalonego muzyka na spółkę z facetem, który kilka lat temu w zasadzie zlikwidował polski wywiad, a na początku lat 90tych był architektem rozbicia tzw. teczkami jedności proeuropejskiego, solidarnościowego obozu.

Oczywiście ten tekst to tylko intelektualna zabawa… Jako przedstawiciel „Polski racjonalnej” nie wierzę w teorie spiskowe na wielką skalę. A wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej trudno przecież jakkolwiek racjonalnie uzasadnić wpływami rosyjskimi. Prof. Marcin Król w książce „Klęska rozumu” w bardzo przystępny sposób opisuje w jaki sposób przypadek i ludzka głupota ma decydujący wpływ na bieg historii. Bo z drugiej strony nasi liderzy dali się rzeczywiście złapać na absurdalnych, ale realnych przewinieniach: wulgarnym języku, upodobaniu do wystawnych kolacji nie na swój koszt czy drobnych przewinieniach proceduralnych, których przecież sami się dopuścili. A opinia publiczna jest bezlitosna. Potraktujcie więc ten tekst drodzy czytelnicy jako budowanie scenariusza science fiction, zabawę po prostu…

Cieszę się, że nie wierzę w teorie spiskowe, bo gdybym wierzył, to patrząc na fakty poczułbym się jeszcze solidniej zaniepokojony niż jestem…

 

Czytaj również
  • Sauelios

    Nawet Pan sobie nie wyobraża, jak powinien być zaniepokojony, zwłaszcza że takie coś jak Polska racjonalna nie istnieje. Istnieją stany faktyczne możliwe do udowodnienia w sensie matematycznym i fizycznym albo fikcje. Taką fikcją jest np. doprowadzenie Polski przez premiera Tuska do znaczącej pozycji międzynarodowej. Kraj okradany na setki miliardów złotych przez międzynarodowe podmioty gospodarcze, kraj niszczycielskiej kilkumilionowej emigracji nie ma znaczącej pozycji (porównaj też bilans płatniczy i bilans handlowy Polski), ale pozycję nędzną. Niemniej wciąż ma bardzo duży potencjał.

    • Jedrekn

      Pan znowu swoje.
      Panie Sauelios,kłamstwo powtarzane nawet i 1000 razy nadal jest kłamstwem.

      • Sauelios

        I bardzo dobrze.

        • Jedrekn

          Dziękuję, że Pan to w końcu przyznał.

          • Sauelios

            Nie ma za co dziękować, bo niczego nie zmieniam w stosunku do tego, co napisałem wcześniej. Ignorancja faktów i ich znaczenia jest dla Pana zbyt bolesna, gdy wychodzą one na jaw. Polska jest krajem przeżartym przez wojskowe służby specjalne z postsowieckimi na czele, a także przez przedstawicieli innych krajów. Okazuje się, że odchodzący prezydent RP zeznał nieprawdę przed sądem i niby wszystko jest cacy, co? Otóż nie jest. A to jest sprawa łatwo dostrzegalna. Są takie znacznie lepiej skrywane, bardziej przerażające, z powodu których można spotkać ciężarówkę ze żwirem.

            Polecam Panu wyleczyć się nie tylko ze złudzeń, ale i z ignorancji. Zrobi Pan, co zechce. Np. będzie dalej zaklinał rzeczywistość jak mitolodzy Czeciej Erpe. No i świetnie. Mnie to wisi kalafiorem. Żegnam.

          • Jedrekn

            Panie Sauelios,kłamstwo powtarzane nawet i 1000 razy nadal jest kłamstwem.

          • Sauelios

            Pan może Wojciechowi Sumlińskiemu, bohaterowi Polski, co najwyżej buty czyścić. Powtarzaj Pan powyższe zdanie, bo tylko na to Pana stać.

          • Jedrekn

            Jakiej Polski?