Korzenie Łodzi i przyszłość Łodzi to biznes.

Drukuj

Odpowiedź na list otwarty Krytyki Politycznej i Młodych Socjalistów do Pani Prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej.

Z dużym zainteresowaniem i satysfakcją przyjąłem informację o złożeniu przez Krytykę Polityczną i Młodych Socjalistów na ręce Prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej programowego otwartego listu na temat ważnych spraw miasta. Listu, który jak piszą autorzy jest: „zbiorem (…) spostrzeżeń i postulatów związanych z dziedzinami, które uważamy za szczególnie ważne – kulturą, polityką społeczną, transportem, rewitalizacją, wizjami rozwoju Łodzi”. Dyskusja programowa jest naszemu miastu niezwykle potrzebna i bardzo dobrze, że jest inicjowana przez młode i ciekawe środowiska, które gotowe są podejmować tematy nieobecne w codziennej debacie publiczno – medialnej. Chciałbym również podkreślić, że zgadzam się z niektórymi przemyśleniami zaprezentowanymi w liście. Potrzeba zmian w strukturze budżetu wydatkowanego przez miasto na kulturę lub wsparcie takich pomysłów jak program „100 kamienic dla Łodzi” to bardzo ważne projekty. Niestety jednocześnie wydaje się, że w wielu kwestiach Krytyka Polityczna ulega mitowi, mówiącemu, że władze miejskie same będą w stanie załatwić wszystkie łódzkie problemy. Oczywiście po stronie miasta jest wiele działań, które muszą zostać zrealizowane. Jednak naiwna wiara w możliwości władzy publicznej, która działa samodzielnie, a nie kreuje możliwości aktywności podmiotów trzecich, zwykle przynosi rozczarowanie. Władza publiczna powinna więc tworzyć jak najlepsze warunki do działania, zgodnie z ideą władzy samo ograniczającej się, która nie rości sobie prawa do ingerencji we wszystkie dziedziny życia. Jednocześnie autorzy listu nie wskazują jak działać, aby możliwości miasta, szczególnie te finansowe rozwijać. Autorzy nie zadają sobie pytań o tzw. koła zamachowe rozwoju miasta, które sprawią, że miasto zacznie się szybciej rozwijać, w mądry sposób powiększając swoją bazę dochodową. Polityka społeczna czy polityka kulturalna miasta jest przede wszystkim wypadkową dobrego zarządzania oraz jego kondycji ekonomicznej. Nie można mówić o nich w oderwaniu od możliwości finansowych. To co również niezwykle razi to absolutnie niezrozumiała i bijąca z listu KP niechęć do biznesu i inicjatywy prywatnej. Lewicowe doktrynerstwo nie pozwala autorom dostrzec, że tylko prężnie działające przedsiębiorstwa, zatrudniające łodzian i płacące podatki w naszym mieście mogą sprawić, że Łódź zmieni swoje oblicze. Władze miasta mają ograniczone pole działania. To przedsiębiorcy muszą zmienić Łódź, tak jak ją zbudowali w XIX-wieku w unikalnym projekcie na skalę światową jakim było powstanie tego przemysłowego miasta. Zadaniem nowych władz Łodzi powinno być więc przede wszystkim nawiązanie do dziedzictwa Staszica i Rembielińskiego czyli zapewnienie biznesowi możliwości dynamicznego rozwoju w Łodzi właśnie. Oczywiście działalności, zgodnej z interesem miasta i jego mieszkańców, dzięki czemu Łódź będzie zarazem odrestaurowywana w sposób realistyczny i funkcjonalny, a jej zabytkowe centrum stanie się estetyczne, przy zachowaniu jego unikalnego charakteru.

W niniejszym tekście chciałbym odnieść się do propozycji zaprezentowanych w liście KP i MS oraz zaproponować kilka własnych pomysłów.

Polityka kulturalna

Należy spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że Łódź nie jest dziś miastem kultury. Nasze miasto miało szansę na walkę o takie miano około 5 lat temu. Niestety ostatnie dwa lata drastycznie zmieniło sytuację. Niezależnie od powodów, Łódź straciła dwa najbardziej prestiżowe festiwale: Camerimage oraz Festiwal Dialogu Czterech Kultur (który po przekształceniach jest namiastką świetności dawnego). Przegraliśmy również w przedbiegach starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Łódzcy politycy nie potrafią skutecznie lobbować za finansowaniem dla łódzkich inicjatyw kulturalnych czego przykładem mogą być wyniki ostatniego konkursu MKiDN dla czasopism kulturalnych, w których środków nie otrzymały ani Arterie, ani Liberté, ani Tygiel Kultury. Miasto, po upadku projektu ŁESK, nie ma dziś strategicznej wizji polityki wspierania kultury.

Zgadzam się z Krytyką Polityczną, że miasto uczyniło błąd wydając ogromne środki na promocję, a nie na produkty kultury. Promować należy dobre produkty, a nie niespełnione obietnice – jak niezrozumiałą idee „przemysłów kreatywnych”. Dziś wiemy, że lepiej byłoby inwestować w FotoFestiwal niż w promocję ŁESK. Ja jeżdżę do Gdyni albo do Poznania, nie dlatego że są miastami „innowacji i kreacji” tylko dlatego że mają odpowiednio Open’er Festival oraz Festiwal Malta. Łódź potrzebuje ich odpowiedników.

Zgadzając się jednak z diagnozą KP, nie zgadzam się z ich receptą na zmiany. Miasto nie powinno zbyt radykalnie rozdrabniać swoich niewielkich środków na większe finansowanie słabo działających bibliotek, domów kultury czy niewielkich organizacji wykonujących tzw. pracę u podstaw. Aby zaistnieć Łódź musi skoncentrować finansowanie najlepiej na jednej (nie więcej niż trzech) dużej flagowej imprezie, która zastąpi Camerimage, będzie naszym Festiwalem Malta. Nie jest też prawdą, że duże imprezy nie są dla mieszkańców miasta. Na Camerimage zgłaszały się setki mieszkańców – wolontariuszy, łodzianie walczyli o bilety. Poznawali innych fantastycznych, kreatywnych ludzi, z którymi mogli potem realizować inne nowe projekty. Jednocześnie o Łodzi było głośno w Polsce i nie tylko, właśnie dzięki takiemu wydarzeniu. Taki festiwal to realna promocja miasta, a nie promowanie niespełnionych obietnic. Teraz tego w mieście brakuje i nie zastąpi tego najlepsza działalność dzielnicowej biblioteki, która jakkolwiek bardzo słuszna, nie stanie się kołem zamachowym rozwoju miasta.

Miasto nie jest i nie będzie w stanie finansować sektora kultury w zadowalającym zakresie. Jest zbyt biedne. To co jednak powinno zrobić to przegląd wydatków, które przeznaczone są na finansowanie miejskich podmiotów kultury. Trzeba sprawdzić czy pieniądze są racjonalnie wydawane i czy nie lepiej alokować części tych środków w konkursach dla podmiotów trzecich i organizacji pozarządowych. Miasto i łódzcy politycy powinni też nauczyć się aktywnie i skutecznie lobbować o wsparcie finansowe na kulturę z środków centralnych, europejskich i pochodzących od biznesu. Bez tego łódzki sektor kultury będzie po prostu mało zasobny i mało efektowny.

Bardzo dobrym pomysłem KP jest propozycja zezwolenia organizacjom pozarządowym na ubieganie się o wynajem frontowych lokali na Piotrkowskiej. Takie rozwiązanie może wprowadzić na naszą główną ulicę aktywność i życie obywatelskie, którego dzisiaj brakuje. Nie ma też racjonalnych powodów, dla których organizacje pozarządowe miałyby być dyskryminowane w porównaniu z innymi podmiotami.

Rewitalizacja i przestrzeń miejska.

„Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech Łodzi jest jej unikalna struktura przestrzenno-urbanistyczna. XIX-wieczny kompleks zabudowy śródmiejskiej, unikalny na skalę europejską, jest jednocześnie, z uwagi na ogrom dewastacji, jednym z największych problemów miasta.” – tak rozpoczyna się fragment listu KP dotyczący rewitalizacji. Trudno się z nim nie zgodzić. Łódzki skarb jest jednocześnie przekleństwem miasta. Fantastyczna a jednocześnie głęboko zdewastowana architektura, z głęboko chorą strukturą społeczną. Żadne miasto nie może być zdrowe jeśli jego centrum jest jednocześnie dzielnicą biedoty i slumsem, a bogaci mieszkańcy masowo wyprowadzają się na obrzeża miasta. Skuteczne odnowienie centrum miasta będzie możliwe tylko w przypadku działań radykalnych. W kamienicach w centrum miasta muszą mieszkać osoby, które będą płacić na tyle wysokie czynsze, aby można było z nich utrzymywać kamienice w dobrym stanie. Dlatego duża część obecnych mieszkańców centrum powinno zmienić mieszkania. Miasto musi znaleźć na to receptę. Jeśli będziemy prowadzić rewitalizację utrzymując obecną strukturę społeczną mieszkańców – nigdy jej nie przeprowadzimy. Miasto samodzielnie nie jest i nie będzie w stanie znaleźć środków na masowe odnawianie kamienic. Właściciele prywatni nie będą inwestować w odnawianie kamienic jeśli nie będą mieli gwarancji zwrotu w realnym terminie. Trzeba, koncentrując miejskie finansowanie na renowacji kamienic, szukać też innych niż miejskie źródeł pozyskiwania funduszy na ten cel. Pozostawienie obecnej struktury społecznej, czy też tzw. społeczna rewitalizacja, którą proponuje Krytyka Polityczna, zaowocuje tym, że za 30 lat w dużej części nie będzie już czego w Łodzi odnawiać. Tu nie ma alternatywy.

Rewitalizacji nie da się też przeprowadzić bez prywatnych inwestycji komercyjnych. KP tego nie rozumie. Manufaktura, o której mowa w liście jest świetnym przykładem w jaki sposób obumarłe fabryki można zmienić w świetnie się finansującą wizytówkę miasta. Mam nadzieje, że podobnym projektem i szansą okaże się Nowe Centrum Miasta. Krytykowanie takich inwestycji to skazywanie go na szerzenie się „raka ulicy Wschodniej” na całe miasto.

Łódź koncentrując swoje niewielkie zasoby finansowe na odnawianiu kamienic, powinna przede wszystkim pełnić rolę podmiotu, który będzie umożliwiał rewitalizację za pieniądze prywatne. Miasto powinno pomagać w rozwiązywaniu problemów własnościowych, sprzyjać zmianom struktury społecznej, poszukiwać inwestorów. Jednocześnie powinno pełnić także rolę strażnika dziedzictwa Łodzi, nie pozwalając na wyburzenia lub sprzedaż kamienic bez klauzuli obowiązku ich odnowienia w określonym, realnym czasie.

Polityka społeczna.

Trudno mówić o prowadzeniu polityki społecznej tylko w kontekście łódzkim. Aby poprawić wydajność polityki społecznej należy wprowadzić wiele zmian natury systemowej. Polityka społeczna musi mieć na celu realną zmianę sytuacji danej jednostki, a nie utrzymywanie stanu zależności od państwowej jałmużny, musi być właściwie ukierunkowana i najefektywniej wykorzystywać ograniczone środki. Polityka społeczna w Polsce w znacznej mierze bazuje na prostej redystrybucji, utrzymywaniu status quo, czyli realnego upośledzenia osób biednych. Co więcej duża część pomocy społecznej rozdzielana jest z pomięciem kluczowego kryterium dochodowego. Prof. Witold Orłowski podkreśla, że aż 80% pomocy społecznej nie jest dystrybuowana na postawie kryterium dochodowego. Sytuacja ta powoduje, że znaczna część pomocy społecznej trafia do osób, które jej nie potrzebują, zamiast do tych w najtrudniejszej sytuacji (sztandarowy przykład becikowego). Do tego dochodzi fikcyjność kursów dla bezrobotnych, które de facto służą dziś głównie uzyskiwaniu dochodów dla firm szkoleniowych z Programu Kapitał Ludzki, a nie realnej pomocy. Ponadto organizowanie   kursów umożliwiających przekwalifikowanie się jest dobrym rozwiązaniem tylko pod warunkiem, że będą one przymusowe (oczywiście w przypadku dostępności oferty) dla wszystkich którzy, przez dłuższy okres czasu pobierają zasiłki dla bezrobotnych. Dopóki możliwe będzie stałe utrzymywanie się z zapomogi zaktywizowanie do pracy mieszkańców enklaw biedy będzie niemożliwe i żadne starania miasta tu nie pomogą. Potrzebna jest systemowa rewolucja. Należy też zastanowić się nad sposobem dystrybucji środków bezpośrednio do rodzin. Być może MOPS-y powinny mieć możliwość udzielania pomocy nie w postaci środków pieniężnych a np. żywności, ubrań albo artykułach szkolnych. To mogłoby być działanie wspierające szczególnie dzieci z rodzin alkoholików, w których znaczna część środków jest po prostu przepijana. Należy też pamiętać, że skuteczna polityka społeczna i zmiana społeczna możliwa jest poprzez edukację i prowadzenie przez miasto polityki równych szans. Główny wysiłek miasta w prowadzeniu polityki społecznej powinien być więc skoncentrowany na zapewnieniu dzieciom z biednych rodzin możliwości rozwoju i edukacji, czyli próba wyrwania ich z kręgu biedy. Należy zastanowić się, które rozwiązania w tym duchu można wprowadzić na poziomie miejskim.

Wydaje się, że komunały Krytyki Politycznej, o tym że polityka społeczna to ważny problem, miasto musi to dostrzegać i musi być lepiej – to za mało, aby o tej skuteczniejszej polityce rozmawiać. Potrzebne są nowe założenia strategiczne dotyczące polityki społecznej, a potem konkretne propozycje działań.

Polityka transportowa.

Zasadniczo chciałbym podkreślić, że większość postulatów łódzkich organizacji pozarządowych, dotyczących polityki transportowej ukierunkowanej do wewnątrz miasta uważam za słuszne. Miasto powinno rozwijać transport miejski, tworzyć specjalne pasy dla autobusów (tam gdzie to możliwe), wyłączać z ruchu samochodowego niektóre kwartały, tworząc jednocześnie wielopoziomowe parkingi na obrzeżach centrum Łodzi oraz przy głównych trasach (al. Kościuszki, al. Piłsudskiego). Sprzyjanie rozwojowi ruchu rowerowego to również słuszny postulat. Dużą szansą może być przyszłe wykorzystanie przyszłych podziemnych linii kolejowych dla stworzenia odpowiednika Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Niezbędne jest też usprawnienie dojazdów do samego centrum.

Poruszając kwestię polityki transportowej miasta, nie należy jednak zajmować się jedynie rozwiązaniami dotyczącymi transportu wewnętrznego naszej metropolii (choć tylko te w pełni leżą w kompetencji miasta). Należy zająć się przede wszystkim kwestią połączeń Łodzi ze światem zewnętrznym. Na tym polu miasto może również aktywnie działać. To jest właśnie źródło wielkiej rozwojowej szansy dla Łodzi. Dlatego łódzkie organizacje pozarządowe powinny wywierać ogromny nacisk, aby szansa wynikająca z dobrych relacji obecnych władz miasta z aktualnym ministrem transportu była w pełni wykorzystana. Powinniśmy zacząć zastanawiać się w tym kontekście jak wykorzystać bliskość Warszawy. Sąsiedztwo stolicy, która jak przekleństwo przez lata pozbawiała Łodzi najlepszych ludzi, należy przekuć w przewagę konkurencyjną. Kluczem jest tutaj budowa szybkiej kolei z Łodzi do Warszawy oraz nowe zagospodarowanie terenów wokół Dworca Fabrycznego, które dziś umownie nazywamy Nowym Centrum Miasta. Należy doprowadzić do sytuacji w której, po pierwsze droga z centrum Łodzi do centrum Warszawy będzie trwała koleją tylko godzinę. Po drugie w okolicy odnowionego Dworca Fabrycznego będziemy mogli oferować wysokiej klasy przestrzeń biurową. Przestrzeń, w której będą mogły lokować się duzi inwestorzy. To spowoduje, że otworzy się dla Łodzi możliwość konkurowania o inwestycje (nie mówimy tu o halach produkcyjnych) lokowane wciąż masowo w Warszawie. Dlaczego duży inwestor miałby otwierać swoje biuro w Warszawie, gdzie ceny wynajmu lokali są wyższe niż w Łodzi, gdzie lokale mieszkaniowe są droższe, a statystyczny (wcale nie lepszy od łódzkiego) pracownik żąda więcej niż ten z Łodzi? Dlaczego miałby to czynić w sytuacji, gdy przejazd do Warszawy na spotkanie biznesowe zajmie mu tyle samo czasu albo mniej co przejazd z Bielan na Mokotów w godzinach szczytu? To wielka szansa i Łódź aktywnie musi zacząć z niej korzystać. Szansa, której domknięciem może być rozwijanie łódzkich inicjatyw kulturalnych, będących kolejnym argumentem do przyciągania inwestorów. Być może świetnym pomysłem jest otworzenie w Warszawie łódzkiej ambasady, która będzie zajmować się promocją miasta, a jednocześnie swojego rodzaju białym wywiadem i zbieraniem informacji o inwestorach poszukujących lokalizacji do inwestycji w Warszawie.

Wielką, wielokrotnie już podkreślaną szansą dla Łodzi jest też usytuowanie jej na skrzyżowaniu autostrad A2 oraz A1. Połączenie naszego miasta z Warszawą, Wrocławiem i Poznaniem szybką koleją tzw. linią Y oraz (pomysł najbardziej odległy) budowa transkontynentalnego, głównego polskiego portu lotniczego w połowie drogi pomiędzy Łodzią a Warszawą. To również ważne projekty, które nasze miasto powinno uwzględnić w swojej strategii rozwoju. Zrealizowanie tych planów oznaczałoby zrewolucjonizowanie sytuacji komunikacyjnej miasta, co fantastycznie wpłynie na inwestycje w Łodzi oraz przyciągnie wielu turystów. Dlatego niejako łódzką racją stanu jest wywieranie nacisku, aby wykorzystać możliwość bliskiej współpracy prezydent Zdanowskiej z ministrem Grabarczykiem i realizacji tych projektów komunikacyjnych w maksymalnej skali. Wydaje się, że łódzkie środowisko pozarządowe i medialne przywiązuje zbyt małą wagę do tych planów.

Ekologia.

Działania ekologiczne miasta potrzebne są przede wszystkim w dwóch sferach. Skuteczne budowanie postaw społecznych, jakim jest również stosunek obywateli do kwestii ekologicznych, możliwe jest tylko poprzez edukację. Dlatego miasto powinno starać się wprowadzać już od nauki przedszkolnej do programów edukacyjnych kwestie wrażliwości na przyrodę, czystości parków i czystości miasta. Z drugiej strony miasto po prostu musi zacząć dbać o wygląd przestrzeni publicznej, o czyste trawniki, o kosze na śmieci, o kwiaty, o czyste parki. Łódź prezentuje się tutaj tragicznie na tle innych metropolii. Ważną rolę odegrać może miasto w uczynieniu z łódzkich parków, szczególnie tych znajdujących nad stawami, miejsc bardziej przyjaznych dla mieszkańców. Czystość wody, próba aktywnego pozyskania i wpuszczenia na teren parków inwestorów, którzy mogliby zapewnić infrastrukturę rozrywkową: restauracje, dobre boiska do siatkówki plażowej, boiska do pétanque, wypożyczalnie czystego sprzętu do pływania, leżaków, czystych placów zabaw dla dzieci itd. Warto starać się również w lecie wypełnić łódzkie parki drobnymi wydarzeniami kulturalnymi. To może znacząco podnieść komfort życia mieszkańców oraz korzystnie wpłynąć na wizerunek miasta.

Sport.

Miastem targają obecnie emocje wokół ewentualnej budowy stadionu piłkarskiego Widzewa Łódź i udziału miasta w tym przedsięwzięciu. Wydaje się, że Hanna Zdanowska słusznie opiera się naciskowi władz klubu i kibiców. Piłka nożna to patologiczny obszar życia sportowego i publicznego w Polsce. Zamiast prawdziwego sportu mamy bandytyzm i powiązania mafijne tzw. kibiców, korupcję, strach zwykłych  mieszkańców przed pójściem na mecz, żenujący w skali międzynarodowej poziom. Co więcej Łódź, tak czy inaczej przegrała wyścig o organizację spotkań podczas Euro 2012. Logiczną strategią byłoby więc odróżnianie się od innych miast w Polsce i inwestowanie w inny sport np. siatkówkę czy koszykówkę. A nie rywalizowanie na polu piłkarskim, gdzie tak czy inaczej jesteśmy w dużo gorszej pozycji. Uważam, że z pieniędzy publicznych, jeśli ma być finansowany sport, to tylko taki, który jest społecznie użyteczny dla wszystkich, a nie dla patologicznej grupy pseudokibiców. „Łódź miasto siatkówki” to bardzo dobre skojarzenie i możliwość przyciągania fantastycznych kibiców zamiast demolujących miasto pseudokibiców piłkarskich. Natomiast jeśli miasto pod naciskiem ugnie się i będzie chciało przeznaczać środki na piłkę nożną, to jedyną sensowną ekonomicznie strategią jest budowa nowego stadionu miejskiego, na którym grać będzie i Widzew i ŁKS.

Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna.

Powstanie specjalnych stref ekonomicznych w Polsce było uzasadnionym pomysłem na przyciąganie inwestorów w początkowych latach polskiej transformacji. Dziś nasz kapitalizm można zacząć nazywać ukształtowanym, dlatego prowadzenie działalności gospodarczej, która jest niezgodna z zasadą równych szans dla wszystkich podmiotów gospodarczych wydaje się nieuzasadnione. Polska jako kraj europejski nie może myśleć o globalnej konkurencji tylko na zasadzie niskich kosztów produkcji, na tym polu nigdy nie wygramy z krajami trzeciego świata. Natomiast jeśli rozporządzenie rządowe, na które Polska otrzymała pozwolenie z Unii Europejskiej, zakłada, że strefy mają funkcjonować do 2020 roku w całej Polsce, to nie ma powodu, aby Łódź osłabiała swoje szanse w konkurencji z innymi miastami i zamykała swoją strefę. Rozwijając ŁSSE należy przede wszystkim zastanawiać się co zrobić, aby utrzymać funkcjonowanie tych firm w naszym regionie po 2020 roku. ŁSSE nie może być też jedynym wykonawcą polityki miasta w zakresie przyciągania inwestorów. Łódź musi przygotować tereny do inwestycji firm „biurowych” w centrum miasta, które nie będą objęte ŁSSE, będą normalnie płacić podatki i będą trwale związane z naszym miastem.

Łódź powinna również postawić na poszukiwanie inwestorów z krajów, w których inne polskie miasta nie mają jeszcze dobrych kontaktów. Z krajów, których siła gospodarcza dynamicznie się rozwija i siłą rzeczy firmy z tych państw będą chciały być obecne na rynku europejskim. Mam tu myśli trzy wschodzące potęgi gospodarcze: Indie, Chiny i Brazylię. Początki tej polityki wobec Chin stara się prowadzić wiceprezydent Marek Cieślak. To dobry kierunek, które zdecydowanie trzeba intensyfikować.

Błażej Lenkowski – specjalista ds. strategii. Absolwent Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego oraz podyplomowego Studium Finansów i Strategii Przedsiębiorstw UŁ. Ukończył kurs „Strategic Planning” w Academy of Leadership w Gummersbach. Prezes i twórca Fundacji Industrial – wydawcy „Liberté!”. Współpracownik Szkoły Liderów. Od 2003 roku działa w Stowarzyszeniu Młode Centrum/Projekt:Polska.

Współpraca: Dominika Stachlewska – Studentka filologii polskiej Uniwersytetu Łódzkiego ze specjalnością – edytorstwo. Interesuje ją literatura i historii Polski. Członek Stowarzyszenia Projekt Polska.

Czytaj również
  • Marek

    Dla mnie bzdurą jest mówienie, że nie powinniśmy się zajmować piłką nożną, bo przegraliśmy batalię o EURO 2012. I co z tego? EURO trwa 3 tyg. a stadiony buduje się na pokolenia! Jeszcze w latach 90. Łódź była piłkarską stolicą Polski, a derby decydowały o Mistrzostwie kraju. Teraz mamy to zaprzepaścić, bo nie załapaliśmy się na jedną imprezę???
    PS. Z ogulnym przesłaniem artykułu się zgadzam, podstawą rozwoju miasta są zdrowie finanse i przede wszystkim na nie trzeba patrzeć…