Media w XXI wieku. Cz. I czyli deinstytucjonalizacja mediów.

Drukuj

Szanowni czytelnicy w ciągu kilku najbliższych wpisów chciałbym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami na temat funkcjonowania mediów w XXI wieku, wyzwań przed jakimi stoi rozwój tego sektora, jego wpływu na funkcjonowanie państw i demokracji. Wnioski tu zebrane są sumą przemyśleń, którymi zaowocowała moja praca nad programem Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie. Część z nich została zawarta w raporcie otwarcia do panelu dyskusyjnego „Media w demokracji, demokracja w mediach”.

Ciekawe stanowisko przedstawia Paul Starr[1] (profesor socjologii i spraw publicznych na Uniwersytecie w Princeton i założyciel The American Prospect). Twierdzi on, że rewolucja internetowa i cyfrowa ma zarówno zalety, jak i potencjalnie wady dla funkcjonowania dzisiejszych mediów. Oczywiście działa ona w zbawienny sposób na możliwość wyrażania opinii, wolność wypowiedzi, wolności informacji oraz na możliwość dostępu do bardzo zróżnicowanych informacji. Nie do przecenienia jest też wartość nowych mediów wszędzie tam gdzie brakuje demokracji, gdzie cenzura blokuje wolność wypowiedzi, gdzie społeczeństwo chciałoby mieć możliwość wypowiedzi przeciw autorytaryzmom, gdzie chciałoby organizować się przeciw systemom opresyjnym.

Natomiast Starr podkreśla możliwe mieszane skutki digitalizacji mediów w krajach dojrzałej demokracji, gdzie cała rewolucja uderza w podstawy finansowe tradycyjnych mediów szczególnie prasy. Internet sprawił, że informacja i publicystyka przestały być towarem za który trzeba płacić. Setki a nawet  tysiące portali internetowych dostarcza informacje i publicystkę za darmo, blogosfery oferują ogromną ilość, niezwykle zróżnicowanych opinii. Niedługo odejdą również tradycjonaliści, którzy wolą czytać papier od komputerowego ekranu i wtedy prawdopodobnie ten kryzys jeszcze się pogłębi. Rynek reklamy staje się dramatycznie podzielony. Tymczasem rzetelna profesjonalna prasa jest niezwykle potrzebna dla odpowiedniego działania procesów demokratycznych oraz informowania ludzi o otaczającej ich rzeczywistości.

Jeśli traktujemy profesjonalną prasę jako niezbędny czynnik demokracji, to musimy zauważyć zjawisko osłabienia instytucjonalnego i finansowego ośrodków medialnych na skutek rewolucji internetowej. A czym to skutkuje? Poważne tytuły prasowe muszą pozbywać się korespondentów zagranicznych, widoczne to było szczególnie w przypadku dramatycznych wydarzeń w niektórych krajach Bliskiego Wschodu z wiosny 2011, gdzie Zachodnie media de facto domyślały się co dzieje na miejscu, a relację zdawali turyści. Brakuje środków na utrzymanie dziennikarzy śledczych. Brakuje środków na utrzymanie pełnych etatów dla wielu dziennikarzy, którzy powinni poszerzać swoją wiedzę i specjalizować się w danej tematyce. Studiować rządowe dokumenty, pytać o projekty ustaw, odbywać dziesiątki spotkań, aby dociec do informacji, które są trudno dostępne bądź niedostępne dla bloggera, który poświęca na napisanie tekstu hobbystycznie 30 minut wieczorem po pracy. Internetowe media mogą zatem dotkliwe osłabić profesjonalizm i pozycje medialnego establishmentu. Pytanie brzmi czy nowa fala oferuje model, który skutecznie może zastąpić rolę tradycyjnej prasy? Prof. Starr zadaje pytanie o nowe przykłady modeli biznesowych dla poważnych mediów, które mogą odnieść sukces i nie jest tutaj optymistą. Czy te wątpliwości to jedynie bezpodstawne obiekcje konserwatywnego profesora, wyrażającego interesy wielkich koncernów prasowych? Czy raczej niezwykle ważny głos przestrzegający przed zniszczeniem potencjału kontrolnego prasy, dostarczaniem naprawdę ważnych i rzetelnych informacji oraz w efekcie obniżeniem poziomu świadomości społeczeństw oraz destabilizacją w demokracjach typu zachodniego?

Zdecydowanie mniejszy pesymizm wyrażał podczas debaty redaktor naczelny The New York Times Bill Keller.[2] Keller przytaczał badania, które pokazuję, że media internetowe są rozszerzeniem i dodatkiem dla mediów tradycyjnych w USA. Zauważa jednocześnie, że dla stabilności finansowej profesjonalnych mediów, nie ma żadnego znaczenia czy nowe pokolenia będą czytały gazety na papierze, poprzez Internet, iPada czy jakiekolwiek przyszły wynalazek. Ważne jest, aby za tę informację płaciły. Dlatego media nie mogą obawiać się rewolucji komunikacyjnej tylko muszą znaleźć nowe źródła dochodu. Działalność biznesowa jest dla mediów niezbędna, bez niej nie będzie profesjonalnych mediów, których nie zastąpi żaden blogger ani wolontariat.

Wydaje się więc, że korzystając z dobrodziejstw nowych mediów i Internetu, wszyscy Ci którym leży na sercu harmonijny rozwój procesów w demokracjach liberalnych powinni zadawać sobie pytanie o przyszłość poważnych mediów profesjonalnych, w szczególności prasy. Jakie nowe modele biznesowe możemy wypracować dla mediów? Jak utrzymać niezbędnych dla demokracji profesjonalnych publicystów, dziennikarzy śledczych, korespondentów? Jeśli chcemy mieć szeroką wiedzę o otaczającym nas świecie, jeśli nie chcemy dyskutować o wąskim zakresie tematycznym, w którym wszyscy powtarzają te same frazesy, o tych samych zagadnieniach (standard w większości mediów) powinniśmy podjąć debatę na ten temat.


[1] Democracy and the Media Debate, 21.11.2010, Institute for Human Studies.

[2] Democracy and the Media, Debate 21.11.2010, Institute for Human Studies.

Czytaj również