Pensjonat pamięci czyli recenzja „lewaka”.

Drukuj

Ale czy rzeczywiście lewaka? Tony Judt, autor wydanej niedawno po polsku książki „Pensjonat Pamięci” (Wydawnictwo Czarne), idzie w poprzek stereotypowym charakterystykom i przynależnością ideowym intelektualistów. Sądzę, że właśnie świeżość jego spojrzenia, umiejętność uwolnienia się z ram ideowych, które często ograniczają wolność myślenia oraz lekki styl pisania sprawia, że „Pensjonat pamięci”  czyta się naprawdę znakomicie.
Tony Judt na łożu śmierci wraca do ważnych dla niego momentów ze swojej przeszłości i ze swojego życia. Ocenia, krytykuje, wskazuje na drugie dno pewnych zjawisk, pokazuje kontrargumenty. Ten wywodzący się z lewicy intelektualista niezwykle często krytykuje stereotypy lewicowej ideologii. Obnaża do czego może ona prowadzić, pozostając jednocześnie cały czas, a przynajmniej nazywając się, socjaldemokratą. Jednak przesłanie Judta to przede wszystkim dystans wobec ideologii i radykalizmu. Do tego młody naukowiec zraził się wyjątkowo wcześnie. Już jako nastolatek potrafił otrząsnąć się ze ślepej wiary w lewicowy odłam syjonizmu. Praca w kibucu i służba w armii izraelskiej na Wzgórzach Golan wystarczyła. Przedstawiciel pokolenia’68 nie dał się też zwieźć radykalizmowi popularnego wówczas na Zachodzie maoizmu czy goszyzmu. Gdzie więc znajdziemy ową krytykę własnego, lewicowego podwórka?
Wielkie pole to edukacja. Judt pozostając krytykiem rynku, również w edukacji, potrafił celnie zaatakować egalitarystyczną, ideologiczną podstawę refom edukacyjnych w Wielkiej Brytanii. Judt, w świetny sposób, wskazuje że bez elitaryzmu nie można mówić o edukacji aspiracyjnej, nauczania na naprawdę wysokim poziomie. Zacytujmy: „Brytyjski system oświaty jest od czterdziestu lat ofiarą serii katastrofalnych w skutkach reform, które w założeniu miały ograniczyć dziedziczenie przynależności do elity i zinstytucjonalizować „równość”. (…) Politycy, zamierzający zniszczyć szkoły państwowe dokonujące selekcji kandydatów, które mojemu pokoleniu zapewniły pierwszorzędną edukację na koszt społeczeństwa, narzucili państwowemu sektorowi oświaty system wymuszonej uniformizacji, równającej w dół. (…) Dziś, kiedy rząd brytyjski zaleca, żeby pięćdziesiąt procent absolwentów szkół średnich podejmowało studia wyższe, przepaść między jakością wykształcenia uzyskiwanego przez mniejszość uczęszczającą do szkół prywatnych a poziomem całej reszty jest większa niż kiedykolwiek od lat czterdziestych. (…) Może jednak lepiej było pozostać przy merytokracji. (…) Uniwersytety są elitarne – ich zadanie polega na wybraniu najzdolniejszej grupy z danego pokolenia i wykształcenia jej tak, by mogła przekroczyć granice, wejść do elity i ją odnowić. Równość szans i równość wyników to nie to samo.”  Czy Judt nie opisuje przypadkiem zjawiska, którego jesteśmy świadkami również w Polsce? Degeneracja poziomu nauczania wyższego w Polsce, wymuszanego przez system stworzony przez ministerstwo wydaje się faktem. Przyczynia się do tego również eliminacja egzaminów na uczelnie wyższe. Uniwersalna matura nie oddaje zróżnicowania wiedzy jaką trzeba posiąść, aby rozpocząć studiowanie na wielu specjalistycznych kierunkach.
Kolejny temat, który Judt atakuje to lewicowa tematyka gender i przejawów poprawności seksualnej. Wskazuje jak pokolenie 68 przechodziło od konserwatywnego purytanizmu poprzez ideologiczną rewolucję seksualną (Judt twierdzi, że dla większości jego pokolenia była to raczej ideologia niż praktyka) po purytanizm i strach narzucany przez gender. „W tej dziedzinie, jak i w wielu innych, zbyt poważnie potraktowaliśmy lata sześćdziesiąte. Kiedy obsesyjnie skupiamy się na seksualności (lub gender), wypacza to rzeczywistość w równym stopniu jak jej wypieranie. Zastąpienie koncepcji klasy społecznej lub kategorii dochodu płcią kulturową (albo „rasą”, „etniczności” lub „mną”) mogło przyjść do głowy tylko tym, dla których polityka jest zajęciem uprawianym dla przyjemności w wolnym czasie, projekcją własnego „ja” na szeroki świat. (…) Co u licha znaczy, że „osobiste jest polityczne”? Jeżeli wszystko ma być polityczne, to nic nie jest.” Czy można znaleźć celniejszą krytykę misji Krytyki Politycznej, z jej obsesją polityzacji całego otaczającego nas świata?
Judt ironizuje i oskarża też swoje pokolenie 68 i „rewolucję” którą czynili. „Co mówi nam o ułudach maja 1968 roku fakt, że nie przypominam sobie by w naszych żarliwych, radykalnych debatach padła choć jedna aluzja do Praskiej Wiosny, nie mówiąc o wystąpieniach studenckich w Polsce? Gdybyśmy byli mniej zaściankowi (…), zostawilibyśmy być może trwalszy ślad. Tymczasem umieliśmy do późna w nocy rozwodzić się nad chińska rewolucją kulturalną, zamieszkami w Meksyku czy nawet strajkami okupacyjnymi w Columbia University. Nikt jednak nie mówił o Europie Wschodniej, nie licząc jakiegoś Niemca, który się przypadkowo napatoczył i z pogardą wyrażał się o Dubczeku, widząc w nim jeszcze jednego reformistycznego renegata”.
Czego uczy nas Judt? Wątpić w powszechne opinie i mieć własne zdanie. Nie bać się go wygłaszać i bronić. Nie dać wepchnąć w tunele, schematy myślenia, którymi poruszają się nasze środowiska, nasze ideologie. Być zawsze krytycznym. Czyli podkreśla wyzwania każdego prawdziwego intelektualisty. Tym bardziej żałuję, że dziś by zaistnieć w świadomości ludzi, by być zaproszonym do mediów masowych, musimy przywdziewać płaszcze socjalisty, liberała, konserwatysty, narodowca (a teraz głos liberała proszę). Płaszczy, które muszą przecież uwierać każdego samodzielnie myślącego człowieka…

Czytaj również
  • Wiesiek

    Tak!