Potrzebujemy planu zmiany

Drukuj

Rządy Prawa i Sprawiedliwości brutalnie i z niezwykłym tempem demontujące zasady i fundamenty demokracji liberalnej w Polsce obudziły naturalny sprzeciw społeczny, którego najbardziej widocznym objawem są dziś wielotysięczne demonstracje Komitetu Obrony Demokracji w obronie niszczonego Trybunału Konstytucyjnego. Obrona pryncypiów ustrojowych III Rzeczpospolitej to dziś obowiązek każdego demokraty w Polsce. Jestem jednak głęboko przekonany, że to nie wystarczy, aby przeciwstawić się rządom niekompetentnych cyników, którzy jesienią zdobyli władzę w kraju.

Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy ponieważ bardzo znacząca część Polaków oczekuje w Polsce planu zmian. Upadek rządów Platformy Obywatelskiej wynikał w moim najgłębszym przekonaniu z forsowania ideologii ciepłej wody w kranie czyli zachowania status quo. Najlepszym uosobieniem tej idei był Bronisław Komorowski, który nie był w stanie zbudować dla ludzi jakiejkolwiek narracji obiecującej lepszą przyszłość i zmianę której ludzie naturalnie oczekują. To zdemobilizowało elektorat PO i dało wiatr w żagle partii Kaczyńskiego, która wizje zmiany była w stanie zaproponować. Wizję zmiany populistyczną i nieskuteczną, która w dłuższej perspektywie nie odmieni losu warstw gorzej sytuowanych, a przyniesie Polsce kryzys gospodarczy, osłabienie pozycji międzynarodowej, a nawet dewastacje takich podstaw funkcjonowania państwa jak rządy prawa. Polacy w swoich portfelach i lodówkach niestety odczują skutki rządów PiS dopiero za kilka lat, kiedy narastający dług publiczny oraz wycofywanie się zachodniego kapitału i inwestorów zmieni gospodarczy obraz Polski. Wtedy jednak koszt lekkomyślnych rządów PiS dla państwa i jego obywateli będzie już ogromny.

Jednak należy patrzeć na fakty. Pomimo że dziś nie można mieć wątpliwości co do charakteru rządów PiS, cynicznego i totalnego zawłaszczania instytucji państwowych, skrajnej niekompetencji w polityce międzynarodowej czy brutalnego uderzenia w Trybunał Konstytucyjny – poparcie dla partii utrzymuje się na poziomie 38% według ostatniego sondażu TNS Polska. Wciąż 9% poparciem cieszy się Kukiz’15 ugrupowanie również obiecujące zmianę – tylko taką której nikt, łącznie z liderami samej partii nie jest w stanie spójnie scharakteryzować. Ale to cenna wskazówka oczekiwań społecznych. Według tego samego sondażu wspólnie PO i Nowoczesna mogą liczyć na 25% poparcia, a podział tych głosów przy liczeniu głosów metodą D’Hondta zaowocuje jeszcze skromniejszą reprezentacją Sejmie. Wielka mobilizacja KOD oraz zaangażowanych zwolenników Nowoczesnej, PO i lewicy skupionej wokół Barbary Nowackiej, jakkolwiek imponująca i udowadniająca, że szczęśliwe ideały demokratycznej i proeuropejskiej Polski mają rzesze swoich zdeterminowanych obrońców, nie zmienia liczb bezwzględnych. Jeśli jutro odbyłyby się kolejne wybory, prawdopodobnie obóz demokratyczny po raz drugi odniósłby klęskę.

Przyczyny tego stanu rzeczy są moim zdaniem zrozumiałe jeśli spojrzymy na sztandary opozycji i KOD. To obrona przed zmianą. Te sztandary to obrona przed PiS, to obrona instytucji demokracji liberalnej, państwa prawa i zachodniego modelu ustrojowego. Oczywiście to sprawy fundamentalne, których należy bronić do końca jak niepodległości – ale trzeba zdawać sobie sprawę, że to obrona status quo. To obrona status quo w czasie dominujących nastrojów społecznych żądających zmiany. Ta obrona to świetna okazja do skutecznego zwarcia i mobilizacji części własnych szeregów ale to zbyt mało by wygrać przyszłe wybory. Jeśli opozycja nie zaproponuje nowej własnej narracji i obietnicy zmian w Polsce wykraczającej poza powrót do stanu rzeczy z okresu ośmiu lat rządów PO, do których powrotu nie kwapi się większość Polaków, dominacja PiS na scenie politycznej może okazać się wieloletnia. Nasze marsze (piszę nasze, bo sam w nich uczestniczę i jestem sympatykiem KOD) niczego nie zmienią. Opozycja musi zrozumieć, że Polacy oczekują zmian. Dziś wybrali zmianę szaloną, bo nikt w zasadzie nie oferował im innej.

Nie jest też przypadkiem, że pod tymi hasłami w marszach KOD biorą udział przede wszystkim osoby z pokolenia moich rodziców. Osoby w moim wieku są tam mniejszością, a należy podkreślić, że autor artykułu sam do najmłodszych już nie należy. Prawo głosu mają już osoby 15 lat ode mnie młodsze czyli w zasadzie kolejne pokolenie. Częściowo wynika to z towarzyskiej natury KOD, który został zainicjowany przez ludzi w takim, a nie innym wieku i jest to czynnik niedoceniany w komentarzach na temat struktury tej organizacji. Organizacje społeczne zwykle tworzone są pokoleniowo, to naturalny mechanizm dobrego samopoczucia w funkcjonowaniu wśród ludzi w podobnym wieku o podobnych doświadczeniach. Ale to nie tłumaczy wszystkiego. Nie jest też moim zdaniem prawdą, że młodzi ludzie masowo stali się przeciwnikami demokracji liberalnej. Prawda jest banalna, młodzi ludzie od zawsze chcą zmiany i rewolucji, wobec pokolenia swoich rodziców, dlatego oczekiwanie, że masowo zaangażują się w ruch broniący status quo kierowany przez ich dziadków i rodziców jest socjologiczną mrzonką. Rozumie to Adrian Zandberg tyle, że jego propozycje programowe lokują się w wielu kwestiach, szczególnie gospodarczych niebezpiecznie blisko PiS.

Tymczasem Polska potrzebuje wizji liberalnej i radykalnej zmiany, która w pozytywny sposób porwie zarówno młode pokolenia jak i obecny elektorat PO, Nowoczesnej oraz Barbary Nowackiej. Polacy potrzebują nowej nadziei, a nie tylko obrony przeszłości.

Czytaj również
  • Sauelios

    W obliczu nadchodzącej zagłady finansowej w eurokołchozie jaka może być wizja liberalna, hę? Co Pan zrobisz, kiedy we Włoszech i w innych krajach będzie to samo co na Cyprze – limit wypłat bankomatowych w wysokości 600 ojrosów?

  • Jakub Kluczyk

    Od kiedy PRL i PZPR są prekursorami demokracji i liberalizmu w Polsce? Bo może pan nie masz pojęcia, ale trybunał konstytucyjny został stworzony właśnie w okresie okupacji ZSSR a pan Rzepliński, był członkiem partii. Konstytucja z kolei wymaga zmian, tak samo jak sposób wyboru sędziów TK, pytam się pana zatem, czego właściwie bronimy? Ciągłości modyfikacji systemowych PRL-u, co za tym idzie władzy, czy może samej idei, której nic nie zagraża? I sprostujmy – tak maszeruje od kilkunastu do 25tyś ludzi w największych porywach. TO JEST MARGINES, a poparcie dla rządu rośnie… coś w tym chyba musi być?